Douglas Brose – sukces pomimo trudności

Piotr/ 6 sierpnia, 2017/ Karate-do, Ogólne/ 0 comments

Podczas lipcowych The World Games odbywających się we Wrocławiu miałem okazję porozmawiać z Douglasem Brose – dwukrotnym mistrzem świata w kumite. Douglas okazał się inspirującą i sympatyczną osobą z chęcią dzielącą się swoim doświadczeniem. Jest on człowiekiem, który prowadzi seminaria na całym świecie oraz usilnie zbiegał o włączenie karate WKF do grona dyscyplin olimpijskich. O jego przygodzie z karate, motywacji, treningach możecie przeczytać w rozmowie poniżej.

Douglas niedawno odbyłeś swoją ostatnią walkę podczas The World Games – jak oceniasz organizację turnieju i jak Ci się podoba Wrocław? Zapewne to Twoja pierwsza wizyta w Polsce?

Tak, po raz pierwszy jestem w Polsce. Miałem trochę czasu, żeby pospacerować, poznać miasto, bardzo mi się podoba. Zawody również robią ogromne wrażenie, są bardzo dobrze zorganizowane. To już mój trzeci występ na World Games. Startowałem już w Causion (Tajpej) w 2009 roku oraz w Cali (Columbia) w 2013.

Porozmawiajmy trochę na temat Twojego występu. Oglądałem wszystkie Twoje walki, uważam, że byłeś bardzo dobrze przygotowany i zabrakło naprawdę niewiele, abyś stanął na podium. Nie da się ukryć, że walczyłeś z bardzo trudnymi przeciwnikami…

Trafiłem do bardzo silnej grupy. Pierwszy pojedynek stoczyłem z Irańczykiem,wygrałem. Kolejne wygrałem z Francuzem i Polakiem (przyp. P.Sz. Maciej Drążewski). W półfinale spotkałem się z reprezentantem Azerbejdżanu. Wydaje mi się, że przeciwnik dokładnie przestudiował moje walki. Na większość moich rozwiązań taktycznych był przygotowany. Zdobył punkt jako pierwszy, a to przy obecnych zasadach daje mu przewagę i ciężko było mi to później odrobić. Mecz o brąz, przeciwko Hiszpanowi, skończył się rezultatem 1:1, a o wyniku musieli zadecydować sędziowie. Zagłosowali 3 do 2 dla Hiszpana. I stało się – przegrałem. Wrócę do domu, będę dalej ciężko trenował. Trudno wyciągnąć wnioski z pojedynku, który rozstrzyga się przez wskazanie. Na pewno przeanalizuję tę walkę po powrocie i zdecyduje,co muszę poprawić.

To prawda, że walki rozstrzygane przez decyzje sędziów zawsze pozostawiają niedosyt. Znam to z autopsji… Ale może wróćmy do samego początku – powiedz, jak rozpoczęła się Twoja przygoda z karate?

Miałem 7 lat kiedy rozpocząłem treningi karate. Stało się to dzięki filmom, które oglądałem. Zapisałem się do klubu niedaleko mojego domu. Jakiś czas później zmieniłem klub, gdyż mój kolejny Sensei przyjechał z innego miasta i zaczął uczyć w mojej szkole. Także zacząłem trenować w szkole. Swoje pierwsze mistrzostwo kraju zdobyłem po 3 lub 4 latach treningów. Trafiłem do kadry i rozpocząłem swoją karierę jako sportowiec.

Trenujesz z tym samym trenerem do dziś?

Nie, aktualnie trenuje mnie moja żona. Spotkałem ją 10 lat temu, była również zawodniczką w kadrze Brazylii. Zaczęła mnie trenować, ja natomiast trenowałem ją. Razem ćwiczyliśmy i podróżowaliśmy. Większość wyjazdów spędzamy razem, bez innego trenera i zawodników.

Co jest dla Ciebie motywacją? Co powoduje, że jesteś ciągle zdeterminowany, chcesz stawać się lepszy i pokonywać swoje granice?

Myślę, że obecnie moją największą motywacją, aby trenować każdego dnia dwa razy dziennie jest marzenie o znalezieniu się na Igrzyskach Olimpijskich… Przed wejściem karate na Olimpiadę chciałem zostać mistrzem świata i być jednym z najlepszych zawodników na świecie, być częścią historii karate. Teraz mam nowy cel…

Jeśli miałbyś wymienić jedną z tych rzeczy, które motywują Cię najbardziej, to co by to było?

Myślę, że jest to chęć bycia lepszym. Nie dla innych, ale dla mnie samego. Każdego dnia chcę być lepszy, niż byłem wczoraj. To motywuje mnie najbardziej.

Zawodnicy mają różne strategie radzenia sobie z porażkami  – niektórzy je rozpamiętują, inni od razu po zakończeniu turnieju skupiają się na nowych celach. A jaki jest Twój stosunek do przegranych walk?

Zawsze myślę o przegranych walkach, próbuję odnaleźć błędy, które popełniłem – staram się nie popełniać tych samych w kolejnych starciach. A w każdej walce mamy słabsze momenty. Ważne jest jednak, aby je odnaleźć, wyeliminować i stać się lepszym. Trzeba również pamiętać, aby nie popełniać tych samych błędów w przyszłości, co jest trudne.Lubię oglądać swoje walki, odszukiwać „potknięcia” i dopiero wtedy resetować swój umysł, nastawiając się na kolejne wyzwanie.

Analizujesz walki ze swoją żoną, czyli ze swoim trenerem, czy robisz to sam?

Zazwyczaj robię to sam – oglądam je na telefonie, ale czasami zwracam się do żony i oglądamy je wspólnie, analizujemy, rozmawiamy o popełnionych błędach. Jednak jestem świadomy większości błędów, które popełniam i – co ciekawe – w większości przypadków zawsze jest to ten sam błąd. Zawsze. Prawdopodobnie moi przeciwnicy również analizują moje walki, dlatego także znają moje błędy… Staram się więc pracować nad sobą i poprawiać te słabsze momenty, ale na każdym turnieju jest coraz ciężej, bo poziom ciągle rośnie.

A Ty? Analizujesz walki swoich przeciwników?

Tak, poświęcam na to dużo czasu. W Europie jest inny poziom. Ja pochodzę z Ameryki Południowej, gdzie poziom walk jest inny. Staram się obserwować nie tyle styl walki, co konkretne rozwiązania, które stosują zawodnicy w Europie. Następnie trenuję te podpatrzone strategie w Brazylii, aby być wymagającym przeciwnikiem dla europejskich zawodników.

Trenujesz w grupie, czy raczej indywidualnie ze swoim trenerem?  Zdradzisz jak wyglądają Twoje treningi?

Głównie trenuję ze swoją żoną. Codziennie mam też do dyspozycji grupę 4 lub 5 osób, które nie są zaawansowane. Obecnie ciężko znaleźć dobrych sparingpartnerów,nie tylko w Brazylii, ale i w Europie. Zazwyczaj jest tak, że jesteś ty i jeszcze jedna osoba na wysokim poziomie. Dlatego też staram się znaleźć sposób, aby trenować inaczej. Wiesz, to bardzo ważne, aby mieć możliwość ćwiczenia z dobrymi zawodnikami, ale jeśli nie masz takiej możliwości, to musisz znaleźć inne rozwiązanie. I działam w ten sposób przez całe życie. Nigdy nie miałem dobrych sparingpartnerów, oczywiście zdarzali się czasami na kilka dni, ale większość treningów to zajęcia z trenerem – z żoną. Jest świetnym partnerem, ale oczywiście nie możemy walczyć. Możemy te treningi wykorzystać do przetestowania wielu technik i taktyki. Ale jeśli chce się sprawdzić to po prostu przyjeżdżam do Europy, żeby porywalizować.

Jestem trenerem przygotowania motorycznego, dlatego interesuje mnie co sądzisz o treningu siłowo-kondycyjnym. Uważasz, że jest ważnym elementem w karate? Pracujesz nad przygotowaniem motorycznym?

Uważam, że jest bardzo istotne!Tego typu treningi wykonuję 5 razy w tygodniu.  Trzy razy w tygodniu jest to trening mocy, by zbudować siłę eksplozywną. Dwa razy w tygodniu jest to trening ukierunkowany na inne partie – klatkę piersiową, barki. Ale najważniejszą rzeczą jest mój „power training”, który wykonuję trzy razy w tygodniu. Mam swojego trenera od motoryki w Sao Paulo, z którym planujemy moje treningi. Posiadam również platformę do skoków, na której przeprowadzam testy każdego dnia. Sprawdzam swoją moc zarówno przed treningiem, jak i po treningu. Ćwiczę sam. Wszystko zależy ode mnie, biorę sztangę, wykonuję przysiad i skok, tak szybko jak tylko potrafię.

Prowadzisz seminaria z karate na całym świecie. Lubisz dzielić się wiedzą?

Tak, bardzo. Szczególnie lubię pracować z zawodnikami mocno zaawansowanymi. Nie mam swojego dojo w moim mieście, nie jestem Senseiem i nie prowadzę treningów każdego dnia, ale bardzo lubię przekazywać wiedzę. A nie prowadzę swojego dojo, ponieważ nie mam czasu. Bardzo dużo podróżuję, prowadzę seminaria, wyjeżdżam na treningi i turnieje. Nie mam czasu, aby prowadzić treningi każdego dnia, ale może w przyszłości, kto wie…

Karate stało się sportem olimpijskim. Nasze największe marzenie spełniło się. Jak myślisz co w związku z tym zmieni się w karate?

Moim zdaniem największa zmiana zajdzie w 2020 roku, nie wcześniej. Dlatego, że aktualnie tylko osoby zainteresowane karate wiedzą, że stało się ono sportem olimpijskim. Oczywiście, ludzie, którzy są związani ze sportem również to wiedzą, ale w mojej opinii najwięcej zmieni się po 2020 roku. Być może latem 2020 lub po Igrzyskach w 2020. Wtedy nadejdzie największy przełom, gdyż wtedy świat ujrzy kilku mistrzów olimpijskich w karate. Świat dowie się, czym jest karate. Wtedy nadejdzie zmiana. Oczywiście, obecnie sytuacja zaczyna się zmieniać. Kraje zaczynają wspierać karate. Ale według mnie największa zmiana nadejdzie w 2020. Wtedy pokażemy światu karate.

A jak jest w Twoim kraju? Zawodnicy, karatecy, mogą liczyć na wsparcie ze strony parlamentu?

Brazylijski rząd zaczął dostrzegać, że sportowcom potrzebne jest wsparcie. Być może już w przyszłym roku zacznie pomagać wybranym sporowcom, ale obecnie są to jeszcze tylko obietnice, żadne  konkretne deklaracje. A jest to jest bardzo ważne, aby wspierać sportowców. Musisz stworzyć idoli, wewnątrz każdego sportu. Uważam to za bardzo istotne. Jeśli są idole to mogą oni motywować dzieci, aby rozpoczęły swoją przygodę ze sportem. A sport może zmienić na lepsze ich życie. Nie tylko jako sportowców, ale również jako ludzi. Sądzę, że to może być jedna z najważniejszych rzeczy, które przyniesie nam uczestnictwo w Igrzyskach. I mam nadzieję, że to wsparcie zacznie rosnąć z każdym dniem, z każdym rokiem. Nawet jeśli karate nie uda się utrzymać na Igrzyskach do 2024 roku, to mam nadzieję, że wszystkie kraje, jak i Komitet Olimpijski, będą nadal wspierać karate, gdyż jest to bardzo wartościowy sport. I może pozytywnie wpływać na życie zarówno dzieci, jak i dorosłych.

Jestem przekonany, że jesteś karateckim idolem w Brazylii. Karate jest popularne w Twoim kraju?

Nie, nie jest bardzo popularne. Mamy wiele dyscyplin sportu w Brazylii, mamy również wielu mistrzów. W świecie karate jestem rozpoznawalny, ale karate nie jest mocno rozpowszechnione w Brazylii. Popularność  naszej dyscypliny ciągle rośnie, zwłaszcza po decyzji, że znajdziemy się na Igrzyskach. Mamy więcej przestrzeni w mediach, ale medali tak w 99% są wypełnione przez piłkę nożną. Ale być może to się zmieni i będzie jeszcze bardziej popularne po Igrzyskach w 2020 w Tokio.

Życzę tego zarówno Tobie, jak i sobie. Dziękuję bardzo za rozmowę.

Ja sobie również. Dzięki!

Podsumowując, warto zastanowić się co jest przyczyną sukcesu Douglasa. Zostało to powiedziane dosyć jasno, ale warto to wyraźnie podkreślić:

Indywidualne podejście – pomimo braku partnerów treningowych na równym poziomie, Douglas pracując ze swoją żoną-trenerką jest w stanie świetnie przygotować się do startów uwzględniając wszystkie aspekty walki. Jak widać da się. Wymaga to jednak sporego zaangażowania, zarówno trenera,jak i przede wszystkim zawodnika.

Analiza walk – na najwyższym poziomie sportowym bardzo istotne jest studiowanie walk przeciwników i układanie pod nich swojej taktyki. Robi się tak w każdym sporcie: piłce nożnej, koszykówce, boksie czy mma.

Chęć samodoskonalenia się – bez silnej woli bycia lepszym każdego dnia oraz chęci ciągłego rozwijania swojego potencjału ciężko jest cokolwiek ugrać z najlepszymi na świecie. Tylko trening dwa razy dziennie oraz mocna koncentracja na celu pozwalają na wejście na najwyższy poziom sportowy.

Radzenie sobie z problemami – pomimo, że w Brazylii brakuje partnerów treningowych oraz turniejów na dobrym poziomie, jak i dofinansowania ze strony rządu, Douglas stworzył sobie warunki do rozwijania się.Także jest to możliwe. Nawet w Polsce. Pytanie tylko: jak bardzo tego chcesz?

Prosty przepis. Jednakże wykonanie już trochę trudniejsze. Mam nadzieję, że zainspirujcie się słowami mistrza świata i weźmiecie z niego przykład. Warto skorzystać z takiego doświadczenia…

Podziękowania dla Jakuba Skody za profesjonalne zdjęcia.

 

Share this Post

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>
*
*